Świadectwo kl. Jana

Czy modlitwa w intencji kleryka prowadzona przez młodego człowieka może mieć wpływ na rozeznanie powołania do kapłaństwa.

            Mam na imię Jan. Za kleryków modlę się już  kilka lat a od trzech sam jestem alumnem WSD w Tarnowie. Jeśli chodzi o rozeznanie mojego powołania w kontekście modlitwy, którą odmawia każdy z tych, którzy duchowo adoptowali kleryka, trzeba zaznaczyć, że na pewno ma wielki wpływ na rozeznanie powołania.

            Zacznijmy od początku. Z Duchową Adopcją Kleryków spotkałem się przez przypadek w Internecie. Kiedy ksiądz biskup przeniósł wikarego z naszej parafii na inną placówkę, wspólnie z grupą młodzieżową poszukiwaliśmy inicjatywy, w której moglibyśmy modlić się za naszego księdza. Wtedy trafiłem na Duchową Adopcję Kleryka.

            Zgłosiłem się jako chętny do modlitwy za kleryka. Wyznaczono mi jednego alumna, za którego podjąłem się odmawiać codziennie modlitwę zawierzenia. Myślę, że moje powołanie w pewnym sensie było i nadal jest kształtowane przez tę modlitwę. Dlatego pragnę podzielić się z wami moim świadectwo o rozeznaniu i zasłuchaniu w głos powołującego mnie Boga. Codzienna modlitwa za alumna pozwoliła mi wzrastać w wierności, choć często bywało z tym różnie. Bóg jednak w sakramencie pokuty w swym wielkim miłosierdziu odpuszczał mi moje zaniedbania związane z odmawianiem tej modlitwy. Gdy każdego dnia powtarzałem: Niepokalana Matko Kościoła na myśl przychodził mi i nadal przychodzi wzór kapłana – Ojca Maksymiliana Marii Kolbego. On z miłości do Jezusa i Niepokalanej oddał swoje życie w obronie brata. Dzisiaj rozumiem, że ta myśl rodząca się w moim sercu nie była wcale bez znaczenia. W Świętym Maksymilianie pociągnęło mnie jego oddanie i heroiczność. Bóg chciał mi coś przez to powiedzieć, ale – jak to młody człowiek – nie wszystko potrafiłem odczytać od razu. Dzisiaj mogę z całą pewnością powiedzieć, że był to swojego rodzaju proces.

            Kolejny element modlitwy to wezwanie Wychowawczyni powołań kapłańskich, którego nigdy nie brałem szczególnie do serca. Jako zbuntowany młody człowiek na pewno nie szukałem autorytetu w wychowawczyni mojej klasy. Bóg pozwolił mi zrozumieć ten tytuł Wychowawczyni powołań kapłańskich i stało się to w seminarium, kiedy zasłuchałem się w Słowo Boga, który w scenie zwiastowania pokazał mi Maryję. Ona przyjęła najdoskonalej dar Słowa, Słowa mającego moc przemieniać życie. W seminarium zrozumiałem, że Bóg dał mi Maryję za Matkę. Maryja wspiera mnie i pomaga w kroczeniu za Chrystusem.

            W kolejnym fragmencie modlitwy powierzałem kleryka Bogu. Nie znałem tych, za których się modliłem. Dzisiaj wiem, że są kapłanami. I tu zaczyna się lekkie rozmarzenie.
W czasie liceum przyszła myśl, by wstawić do modlitwy zawierzenia swoje imię. Tak też uczyniłem. Bóg w trzeciej klasie liceum dał mi bardzo dobry znak. Imię alumna, za którego modliłem się i nadal się modlę zaczyna się na „J”, tak jak moje imię. Odmawiając modlitwę za niego, w jakiś ciekawy sposób coraz bardziej miało to wpływ na mnie. Był to piąty lub szósty rok mojej modlitwy w intencji kleryka.  Ta codzienna modlitwa coraz bardziej kierowała moje myśli do Boga. Każdego dnia, gdy się modliłem, Duch Święty otwierał moje serce na działanie Boga w moim życiu. Myśli o seminarium nie dało się już wyprzeć, więc szukałem potwierdzenia moich poruszeń serca. Modlitwa za kleryka dała mi możliwość spotkania się z Bogiem, który zaszczepił w moim sercu dar powołania. Dar ten staram się nieustannie rozeznawać w seminarium. Każdego dnia do moich wieczornych modlitw dołączam tę modlitwę. Ona pozwala mi coraz bardziej otwierać się na działanie Boga w moim życiu.

            Z perspektywy czasu widzę, że Bóg chciał przez tę modlitwę coś mi powiedzieć. I Mu się to udało! Bóg pozostawił decyzję w moich rękach. Bóg pokazuje mi każdego dnia, jak wiele osób łączy się w tej wspólnocie modlitewnej, a także jak wielkie wsparcie i zaplecze duchowe, posiadamy my, klerycy. Często bez tej modlitwy i świadomości, że ktoś ofiaruje mnie Bogu, ciężko byłoby wytrwać w drodze za Chrystusem. Bóg jednak wspiera każdego z nas powołanych łaskami i błogosławieństwem, wypraszanymi przez różne osoby, przez ich cierpienia i modlitwy. Zaznaczyć należy też, że działa to w obydwie strony. Kiedy wstąpiłem do seminarium zostałem otoczony modlitwą poprzez Duchową Adopcję Kleryka. Stałem się tym, który prosi o wstawiennictwo przed Bogiem. Osoba, która poleca mnie Bogu jest także wspierana modlitwą przez wspólnotę seminaryjną. Każdy z nas w modlitwach prywatnych poleca tych, którzy modlą się za nas.

Myślę, że do tej całej inicjatywy pięknie pasują słowa Pisma Świętego: „Wspaniałego Dawcę miłuje Bóg”. Wszyscy modlący się w Duchowej Adopcji Kleryków są dawcami miłości, a Bóg zespala nas w wielką wspólnotę modlitwy i dobroci.

kl. Jan

Strona promująca Dzieło Duchowej Adopcji Kleryków koordynowane przez Diecezjalną Diakonię Modlitwy Ruchu Światło-Życie diecezji tarnowskiej.

%d blogerów lubi to: