List Episkopatu Polski na Rok Świętego Stanisława Kostki, Patrona naszego Dzieła

Umiłowani w Panu Siostry i Bracia!

Rok 2018 jest obchodzony w Kościele w Polsce jako Rok Świętego Stanisława Kostki. Ten młody polski szlachcic podobnie jak Samuel usłyszał Boga, wołającego go po imieniu. I jak Samuel odpowiedział: „Mów, Panie, bo sługa Twój słucha!”(1 Sm 3,9), a następnie z determinacją poszedł pełnić wolę Bożą wbrew wszelkim przeciwnościom. Świętego Stanisława Kostkę pragniemy zaprosić dzisiaj, aby stał się patronem rozpoczętego właśnie nowego roku. O tym wyborze zdecydowała zarówno 450. rocznica jego śmierci, jak i program duszpasterski Kościoła w Polsce. Jeśli mamy w tym roku rozważać osobę i dary Ducha Świętego dane w sakramencie bierzmowania, nie może być lepszego patrona niż ten, który został uzdolniony przez Ducha Świętego do „mężnego wyznawania wiary” w dojrzały i niebanalny sposób.

Ponad to ważnym motywem ogłoszenia roku 2018 Rokiem Świętego Stanisława Kostki jest także zwołany na październik w Rzymie Synod Biskupów, poświęcony młodzieży i rozeznawaniu powołania. Dobre przygotowanie do tego Synodu jest wspólnym zadaniem dla duszpasterzy, rodziców i wychowawców a także młodzieży, której przez całe stulecia patronował i nadal patronuje św. Stanisława Kostka. W 100. rocznicę odzyskania niepodległości nie zapominajmy również, że już w 1674 roku a więc jeszcze przed kanonizacją bł. Stanisława Kostki, papież Klemens X ogłosił go patronem Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litewskiego.

Dla Boga i ojczyzny

Święty Stanisław Kostka urodził się w 1550 r. w Rostkowie na Mazowszu. Jego ojciec był kasztelanem, a krewni zajmowali znaczące stanowiska w Polsce Jagiellonów i Wazów. Wraz z bratem wysłany został do elitarnego kolegium jezuitów w Wiedniu. Stanisław szybko zrozumiał, że nauka jest wstępem do świadomego podejmowania służby Kościołowi i społeczeństwu. Zapisano, że uczył się, „aby podobać się Bogu i ludziom […], a w przyszłości ojczyźnie i sobie samemu przynieść korzyść”. To pierwsza lekcja, jaką otrzymujemy dzisiaj od św. Stanisława Kostki.

Ad maiora natus sum – Do wyższych rzeczy zostałem stworzony

Drugą lekcją, jaką daje nam św. Stanisław, jest pobożność. Była to pobożność, która wymagała swoistego męstwa. Mimo iż spotykał się z brakiem zrozumienia, w środowisku kolegów nie wstydził się modlitwy i medytacji. Powtarzał, że „trzeba więcej podobać się Bogu, niż bratu”. Wychowany w kulturze renesansu, za swoją życiową dewizę obrał wyznanie: „Do wyższych rzeczy zostałem stworzony i dla nich winienem żyć” Ad maiora natus sum. Nie było w tych słowach pychy ani pogardy dla tego, co małe, ale świadomość godności człowieka i tęsknota za tym, co święte i doskonałe.

Ucząc się w Wiedniu, Stanisław mieszkał na stancji w domu należącym do protestanta. Były to czasy szczególnych napięć pomiędzy protestantami a katolikami będące skutkami reformacji. Stanisław z bólem dostrzegał, jak negowana jest prawda o Eucharystii i kult Matki Bożej. Im więcej jednak widział nadużyć, tym bardziej tajemnice te stawały się mu drogie.

Stąd wypływa trzecia lekcja św. Stanisława na dzisiejsze czasy: wezwanie do wiernego trwania przy katolickiej prawdzie życia, nawet wówczas, gdy cały świat wokół próbuje jej zaprzeczyć. Męstwo nie polega na zbrojnej walce czy traktowaniu innych jako nieprzyjaciół, ale na tym, że my sami pozostajemy wierni i pomagamy innym w trwaniu w wierności. Z im większą obojętnością lub nienawiścią spotyka się chrześcijańska miłość i prawda, tym gorliwiej powinniśmy nimi żyć.

Wierność powołaniu

Decyzja Stanisława o wstąpieniu do zakonu jezuitów spotkała się z ostrym sprzeciwem jego rodziców. Uważali, że mają lepszy pomysł na jego życie. Niestety, takie postawy nie należą do rzadkości także i dziś. Stanisław odkrył powołanie i chciał na nie odpowiedzieć za wszelką cenę. Potrafił walczyć o realizację woli Bożej w swoim życiu. Rozumiał, że kiedy musi wybierać między wolą rodziców, presją środowiska a wolą Boga, powinien słuchać Boga. Ten siedemnastoletni chłopak opuścił Wiedeń, przeszedł pieszo ponad 600 km, żeby wreszcie spełnić swoje marzenie i dotrzeć do Dylingi w Bawarii, do przełożonego jezuitów i tam wstąpić do zakonu. Dylinga okazała się dla niego jednak trudnym doświadczeniem. Nikt bowiem nie witał go tam z otwartymi ramionami. Przyjęto go na próbę i posłano go do sprzątania pokoi oraz pomocy w kuchni. Stanisław jednak zwyciężył. Musiał zaimponować starszym braciom swoją determinacją, skoro przełożony napisał o nim: „Spodziewam się po nim rzeczy wielkich”. Kolejna lekcja św. Stanisława jest dla nas wezwaniem do sumiennego wykonywania obowiązków, czyli do tego, co Jezus nazywa „wiernością w rzeczach małych” (por. Mt 25,21).

Tęsknota za niebem

Ostatnim etapem życia Stanisława był pobyt w Rzymie. Po dotarciu do Wiecznego Miasta był szczęśliwy, choć nadal odbierał od ojca listy pełne gróźb. Śluby zakonne złożył mając 18 lat. Poruszony słowami rekolekcjonisty, że każdy miesiąc bracia winni spędzać tak, jakby to był ostatni miesiąc w ich życiu, Stanisław wyznał, że ma przed sobą tylko jeden miesiąc życia. We wspomnienie św. Wawrzyńca – 10 sierpnia – napisał list do Matki Bożej z prośbą o wyjednanie mu łaski śmierci w święto jej Wniebowzięcia. Jeszcze tego samego dnia zachorował, a 15 sierpnia 1568 r. zmarł. To jeszcze jedna lekcja dla nas: jak tęsknić za niebem i jak żyć tu i teraz, by żyć w wieczności. Rozumiał to doskonale Cyprian Kamil Norwid, gdy wpatrzony w rzymski grób św. Stanisława, pisał:

„A ty się odważ świętym stanąć Pana A ty się odważ stanąć jeden sam Być świętym – to nie zlękły powstać z wschodem To ogromnym być, przytomnym być!” (C.K. Norwid: „A ty się odważ”)

„Kostka” znaczy „więcej”

Oto prawdziwe wezwanie na ten rok dla Was, Młodzi Przyjaciele, Rodzice i Wychowawcy: „Kostka” znaczy „więcej!” Żyjąc w XXI wieku nie powtórzymy dokładnie czynów św. Stanisława Kostki. Naszym zadaniem jest raczej zrozumienie ducha tego świętego, który nie dał się zwieść mirażowi wygodnego życia, zabezpieczonego majątkiem rodziców. Miał odwagę przeciwstawić się panującym modom i naciskom grupy. Nie chciał ani imponować, ani uczynić z życia jednej wielkiej rozrywki. Był silną osobowością, miał swoją klasę i styl. Do końca zachował wolność. To nie był młody człowiek, który nie wie, po co żyje, jest znudzony i apatyczny, żądający od innych, a nie dający nic z siebie. Nie pozwalał sobie na eksperymenty w poszukiwaniu szczęścia. Wiedział, że ten świat nie zaspokoi jego tęsknot, że prędzej czy później poczułby się w nim oszukany lub zawiedziony. Wiedział, że charakter – to nie tylko sprawa dziedziczenia cech po przodkach, nie tylko wpływ środowiska, ale rzetelna praca nad sobą. Wiedział też, że stawać się dojrzałym człowiekiem, to podejmować trud rozwoju. Nie był mięczakiem, który mówi: taki już jestem, a zło usprawiedliwia słabością, obwinia innych, oskarża warunki i historię. Był czujnym ogrodnikiem wyrywającym chwasty słabości i grzechu, aby wyrosły piękne kwiaty i owoce. Uwierzył w miłość Boga i całym sobą na nią odpowiedział.

Zaproszenie

Niech przeżywany zatem w tym duchu Rok Świętego Stanisława Kostki stanie się czasem, w którym będziemy od siebie więcej wymagać. Może to być zerwanie z lenistwem duchowym i intelektualnym, zerwanie z nałogiem, zachowanie trzeźwości, modlitwa za nauczyciela lub księdza, adopcja dziecka poczętego albo post w konkretnej intencji. Zapraszamy Was również – na poziomie parafii, duszpasterstw, ruchów, seminariów i zgromadzeń zakonnych – do pogłębiania refleksji na temat życia św. Stanisława i wyzwań stojących przed młodymi katolikami w Polsce.

Bierzcie przykład ze św. Stanisława Kostki, przygotowując się do sakramentu bierzmowania. Apelujcie wraz z nami do ludzi kultury i środków społecznego przekazu, aby przez ciekawe filmy, przedstawienia teatralne, audycje i inne formy przekazu przywracali pamięć o Stanisławie. Pielgrzymujcie do Rostkowa – miejsca jego narodzin i do Przasnysza – miejsca jego chrztu, a także do katedry płockiej z jej pięknym ołtarzem tego świętego oraz grobowcami władców Polski i Mazowsza. Młodzi mobilizujcie waszych rodziców i duszpasterzy, by nie bali się wymagać od was i od siebie „rzeczy większych”.

Z serca Wam błogosławimy na cały rok 2018, który będziemy przeżywać razem ze św. Stanisławem Kostką, patronem dzieci i młodzieży.

Podpisali: Pasterze Kościoła w Polsce obecni na 377. Zebraniu Plenarnym KEP w Lublinie, w dniu 14 października 2017 r.

Reklamy

Błogosławiony Ksiądz Jerzy Popiełuszko- Patron Filii Warmińsko-Mazurskiej

Michał Żebrowski- Koordynator Filii Ełckiej

Błogosławiony Ksiądz Jerzy Popiełuszko JEST Bardzo Bliski Sercu Mojej Babci , ponieważ stanieła SIĘ NIM z oo w rzeczywistości klasy 8 lat w Szkole Podstawowej wagowej Suchowoli. Wiele słów o nim mówić i opowiadać co Alfons (później Jerzy) Popiełuszko. Jak wynika z chłopców bardzo spokojnym, opanowanym, nadzwyczaj pokornym i uczynnym. Podsumowując lata porządku z Księdzem Jerzym moja babcia powiat: „To nie przypadek, że uczyłam się jeszcze jeszcze z Błogosławionym, a może w późniejszej części Świętym Księdzem Jerzym Popiełuszko”. 

Co mówi internet o Patronie Filii?

Jerzy Popiełuszko urodził się 14 września 1947 r. na Podlasiu we wsi Okopy, w parafii Suchowola, z rodziców Władysława i Marianny z domu Gniedziejko. W dwóch dniach po urodzeniu, 16. września, został ochrzczony w parafii w kościele pod wezwaniem świętego Apostołów Piotra i Pawła w Suchowoli i jego imienia w seminarium, w 1971 r.). W tym samym kościele 17 czerwca 1956 r. Przyjęcie bierzmowania z rąk biskupa Władysława Suszyńskiego. Wybrał mnie na imię patrona archidiecezji wileńskiej – Kazimierza.
W latach 1954-1965 Alek Popiełuszko uczęszczał do Szkoły Podstawowej oraz Liceum Ogólnokształcącego w Suchowoli. W kościele parafialnym, czasym od domu o kilku kilometrów, od 11. roku życia był usługą i służył do Mszy św.codziennie przed lekcjami w szkole. Uzyskawszy świadectwo maturalne, zgłosił się 24 czerwca 1965 r. do Wyższego Metropolitalnego Seminarium Duchownego św. Jana Chrzciciela w Warszawie, gdzie przez siedem lat przygotowywał się intelektualnie i duchowo do przyjęcia święceń kapłańskich. W czasie tych samych zajęć służbę wojskową w specjalnej jednostce dla kleryków w Bartoszycach. Zużycie, które nie pozwolił odebrać sobie medalika i różańca, za co był szósty. Celem tych szykan i obostrzeń w służbie było zniechęcanie żołnierzy-kleryków do kontynuowania drogi powołania kapłańskiego. Kiedy późnym wieczorem dnia 19 października 1984 r. ks. Jerzy Wracław Naczyń i jego obecności.Stało się na na szosie w Górkach niedaleko Torunia. Niemal cudem ocalał kierowca – pan Waldemar Chrostowski, jedyny świadek bandyckiego porwania, który i jak seryjny komunistyczny bezprawiu. Nastało się i na wiele dni modlitewnego oczekiwania na powrót kapłana w wielu narodach krajowych, zewnętrznych w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie. Niestety, w dniu 30 października 1984 r. ze wsparciem dla zdrowia na Wiśle koło Włocławka milicja wyłowiła s. ks. Jerzego Popiełuszki. Sekcja zmasakrowanego umycia w Białymstoku, ale pogrzeb, zgodnie z wolą katolicką społeczeństwa, odbył się w Warszawie 3 listopada 1984 r. Ks. Jerzy Popiełuszko został pochowany w grobie przy kościele św.Stanisława Kostki. Obrzędom pogrzebowym przewodniczył i okolicznościowe kazanie wygłosił kardynał Józef Glemp, Prymas Polski. W wielu przypadkach, w tym zestawie pocztowym wiodących znaków towarowych, „Solidarności” z całego kraju. Sekcja zmasakrowanego umycia w Białymstoku, ale pogrzeb, zgodnie z wolą katolicką społeczeństwa, odbył się w Warszawie 3 listopada 1984 r. Ks. Jerzy Popiełuszko został pochowany w grobie przy kościele św. Stanisława Kostki. Obrzędom pogrzebowym przewodniczył i okolicznościowe kazanie wygłosił kardynał Józef Glemp, Prymas Polski. W wielu przypadkach, w tym zestawie pocztowym wiodących znaków towarowych, „Solidarności” z całego kraju.Sekcja zmasakrowanego umycia w Białymstoku, ale pogrzeb, zgodnie z wolą katolicką społeczeństwa, odbył się w Warszawie 3 listopada 1984 r. Ks. Jerzy Popiełuszko został pochowany w grobie przy kościele św. Stanisława Kostki. Obrzędom pogrzebowym przewodniczył i okolicznościowe kazanie wygłosił kardynał Józef Glemp, Prymas Polski. W wielu przypadkach, w tym zestawie pocztowym wiodących znaków towarowych, „Solidarności” z całego kraju. Prymas Polski. W wielu przypadkach, w tym zestawie pocztowym wiodących znaków towarowych, „Solidarności” z całego kraju. Prymas Polski. W wielu przypadkach, w tym zestawie pocztowym wiodących znaków towarowych, „Solidarności” z całego kraju.
Przekonanie duchowości i wiersek o męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki za wiarę spowodowało, że kardynał Józef Glemp, arcybiskup metropolita gnieźnieński i warszawski Prymas Polski, wystarał się o powołanie do pokoju decyzji. Jerzego. Proces dziesiąty na światło diecezjalnym trwał od 8 lutego 1997 r. do 8 lutego 2001 r. Przetwarzanie i przetwarzanie jest w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. 6 czerwca 2010 r. w Warszawie odbyła się beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki. Jego liturgiczne wspomnienie terminono na 19 października – w dniu jego narodzin do nieba. 

Błogosławiony Jerzy Popiełuszko 

Błogosławiony Księże Jerzy Popiełuszko  módl się za nami.

IV Dzień Jedności w modlitwie za kleryków

 

Statua

Niedziela Chrztu Pańskiego to święto patronalne moderatorów Ruchu Światło-Życie oraz Czwarty Dzień jedności w modlitwie za kleryków. Zachęcamy tego dnia do szczególnego zawierzenia kleryków Matce Bożej, aby odnowili w sobie ducha pierwszej gorliwości, umacniali się w powołaniu i na nowo usłyszeli Boże wołanie: „Tyś jest syn mój umiłowany, w tobie mam upodobanie”. Prosimy o umocnienie potrzebnymi łaskami, aby wzrastali w wierności, pozwalali się Bogu kształtować, otwierali na natchnienia Ducha Świętego. Znakiem naszej jedności niech będzie odprawiona tego dnia Koronka do Bożego Miłosierdzia.

W Czwartym Dniu Jedności kierujemy  nasze myśli ku alumnom seminariów. Łączymy się z Wami duchowo, zawierzamy Niepokalanej Matce Kościoła, wychowawczyni powołań kapłańskich, otaczamy modlitwą oraz przekazujemy szczere życzenia, aby Ona, Matka Kościoła, uformowała w Was postawę bezgranicznego oddania się Ojcu na wzór Jezusa Chrystusa, Wiecznego Kapłana.

Niech Wasze przygotowanie do głoszenia Ewangelii odbywa się w mocy i radości płynącej z Ducha Świętego.

Sesja Modl sie za kleryka

Informujemy również, że organizowana jest Sesja Módl się #za_kleryka. Zapraszamy wszystkich, którym bliska jest modlitwa wstawiennicza. W programie nawiedzenie Centrum Ruchu Światło-Życie w Krościenku, Msza święta, wieczorna modlitwa wstawiennicza, świętowanie wspólnoty, czas dla brata i siostry. Szczególne zaproszenie kierujemy do tych, którzy prowadzą modlitwę w intencji kleryków oraz samych kleryków włączonych w nasze Dzieło lub chcących się włączyć. Spotkanie modlitewno – integracyjne odbywać się będzie w Domu Rekolekcyjnym Ruchu Światło-Życie
w Szczawnicy, ul. Jana Wiktora 8 /Stara Plebania/. Zapisy odbywają się przez formularz na stronie lub mailem: ddmodl.tarnow@gmail.com

Bł. Wicek Frelichowski – Patron Filii Wielkopolskiej naszego Dzieła

 kl. Paweł Miotk

Świadectwo  o wujku:

Błogosławiony Stefan Wincenty był mi znany od dziecka praktycznie. Kiedyś przypadkiem znalazłem obrazek z Jego wizerunkiem. W 2011 roku po przeczytaniu Książki biograficznej o tym wyjątkowym Kapłanie, doszedłem do wniosku ze jest z nami spokrewniony. W książce ukazane było drzewo genealogiczne. Zacząłem pytać babci i dowiedziałem się ze fakty zgadzają się z opowieściami babci o męczeńskiej śmierci kapłana z naszej rodziny, który pochodził z Chełmży. Potem próbowałem jeszcze bardziej potwierdzać miejsca, i osoby czytając pamiętnik i listy obozowe. Cieszę się że mam takiego wyjątkowego wujka.

Czuję Jego obecność i pomoc każdego dnia. Uważam że to nie przypadek ze z Zgromadzenia zakonnego poszedłem do Toruńskiego Seminarium, którego patronem jest wujek Wicek. Jest to na pewno w tym Jego sprawa. Chciał, aby rodzina była razem. Przez tyle lat nie wiedzieliśmy że mamy Świętego w rodzinie. Chwała Panu za dar Jego życia !

  

Błogosławiony Stefan Wincenty Frelichowski – harcerz, kapłan, męczennik

– rys historyczny

 

frelichowski

Błogosławiony Stefan Wincenty przyszedł na świat 22 stycznia 1913 roku w Chełmży. Wzrastał w rodzinie, w której panowała atmosfera wzajemnej życzliwości, wzajemnego wspierania, sumiennej pracowitości. Panowały tam staropolskie zwyczaje, szczera i niezakłamana miłość, duch wyważonej pobożności, głęboki patriotyzm.

Siedmioletni Wicek był świadkiem wkroczenia do Chełmży wojska polskiego, które 20 stycznia 1920 roku przyniosło miastu i jego mieszkańcom wolność. Od tego momentu rozpoczął się nowy etap jego życia.
W cieniu dawnej katedry Wicek, jak go wszyscy nazywali, spędził swoją młodość. W latach szkolnych związał się z harcerstwem. Zapalony wielkimi ideałami, odnajdywał radość w służbie drugiemu człowiekowi.

Będąc uczniem ośmioklasowego męskiego gimnazjum humanistycznego w Chełmży, rozwijał swoje życie wewnętrzne w Sodalicji Mariańskiej. W 1930 roku został jej prezesem. Decyzja wstąpienia na drogę kapłaństwa nie przyszła mu łatwo. Nie było łatwo wszystko zostawić, ale nie utracił swojej naturalnej radości, którą nadal promieniował w nowym środowisku. Chciał oddać się na służbę Bogu. „Wiem, że to najlepsza droga. Ufam, że Jezus mi dopomoże, bo dla Niego ta ofiara. Wiem, że niegodny jej jestem, ale chcę być kapłanem wedle Serca Bożego. Tylko takim. Innym nie”. Jako diakon został kapelanem i sekretarzem biskupa Stanisława Okoniewskiego. W dniu 14 marca 1937 roku przyjął święcenia kapłańskie. Rok później został wikariuszem w parafii Wniebowzięcia NMP w Toruniu. Był gorliwym apostołem dzieci i chorych, pełniąc funkcję kapelana Chorągwi Pomorskiej ZHP i redaktora „Wiadomości Kościelnych”. Wciąż były w nim żywe młodzieńcze ideały. W dniu 17 października 1939 toku aresztowano ks. Frelichowskiego. Był on dla władz niemieckich szczególnie podejrzany ze względu na swoje zaangażowanie w ruchu harcerskim. Osadzony w Forcie VII, realizował nadal swoje ideały harcerskie. Uwięziona młodzież spontanicznie garnęła się do niego z wielką ufnością. Ksiądz sam wyszukiwał ludzi szczególnie smutnych i samotnych, chorych i słabych. Odtąd realizował powołanie kapłańskie w warunkach konspiracyjnych, w kolejnych niemieckich obozach koncentracyjnych w Stutthof, Grenzdorf, Sachsenhausen i Dachau. Organizował wspólne modlitwy, wyszukiwał najbardziej umęczonych i załamanych współwięźniów. Jeden z nich, późniejszy biskup chełmiński, ks. Bernard Czapliński, tak go wspominał: „Nikt nie zapomni owego Wielkiego Czwartku 1940 roku, gdyśmy mogli dzięki jego staraniom i zapobiegliwości – wprawdzie w sposób katakumbowy – odprawić pierwszą, od chwili aresztowania, Mszę świętą. W Sachsenhausen pełni dalej obowiązki kapelana nie tylko naszego, lecz również i rodaków. Wspomnę choćby słuchanie wychodzących z obozu transportów spowiedzi, które on organizował”. W Dachau Wincenty opiekował się chorymi na tyfus, przekradał się do ich baraków, by nieść im pomoc i umacniać Eucharystią. Sam nie dałby rady pomóc wszystkim umierającym. Udało mu się pozyskać 32 polskich księży, którzy zgłosili się, by na tych właśnie blokach pielęgnować zakażonych. Wszyscy oni bez wyjątku przeszli ciężki tyfus, a dwóch zmarło. Ksiądz Wincenty już wcześniej zaraził się tyfusem – zmarł w opinii świętości w dniu 23 lutego 1945 roku, w przeddzień wyzwolenia obozu. Wyjątkowość zmarłego kapłana uznali nawet hitlerowcy, pozwalając po raz pierwszy w obozie w Dachau na wspólne modlitwy przy trumnie, wyłożonej białym prześcieradłem, udekorowanej kwiatami. Współwięzień wyjął kilka kosteczek z jego palców, by przechować je jako relikwie, zanim spalono ciało w krematorium. Św. Jan Paweł II ogłosił ks. Frelichowskiego błogosławionym 7 czerwca 1999 roku w Toruniu podczas pielgrzymki do Ojczyzny. Papież wtedy powiedział : „Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój. Godność tego imienia błogosławiony słusznie przysługuje wyniesionemu dziś do chwały ołtarzy księdzu Stefanowi Wincentemu Frelichowskiemu. Całe jego życie jest bowiem jakby zwierciadłem, w którym odbija się blask owej Chrystusowej filozofii, wedle której prawdziwe szczęście osiąga ten, kto w zjednoczeniu z Bogiem staje się człowiekiem pokoju, czyni pokój i niesie pokój innym. Ten toruński kapłan, który pełnił pasterską posługę przez niespełna osiem lat, dał czytelne świadectwo swego oddania Bogu i ludziom. Żyjąc Bogiem, od pierwszych lat kapłaństwa szedł z bogactwem swojego kapłańskiego charyzmatu wszędzie tam, gdzie trzeba było nieść łaskę zbawienia. Uczył się tajników ludzkiej duszy i dostosowywał metody duszpasterskie do potrzeb każdego spotkanego człowieka. Tę sprawność wyniósł z harcerskiej szkoły wrażliwości na potrzeby innych i stale ją rozwijał w duchu przypowieści o dobrym pasterzu, który szuka owiec zaginionych i gotów jest życie dać dla ich ocalenia. Jako kapłan zawsze miał świadomość, że jest świadkiem Wielkiej Sprawy, a równocześnie z głęboką pokorą służył ludziom. Dzięki dobroci, łagodności i cierpliwości pozyskał wielu dla Chrystusa również w tragicznych okolicznościach wojny i okupacji.

W dramat wojny niejako wpisywał kolejne rozdziały posługi pokoju. Tak zwany Fort VII, Stutthof, Grenzdorf, Oranienburg-Sachsenhausen, wreszcie Dachau – to kolejne stacje jego drogi krzyżowej, na której pozostawał zawsze taki sam: nieustraszony w pełnieniu kapłańskiej posługi. Szedł z nią zwłaszcza do tych, którzy jej najbardziej potrzebowali – do umierających masowo na tyfus, którego w końcu sam padł ofiarą.

Oddał swoje kapłańskie życie Bogu i ludziom, niosąc pokój ofiarom wojny. Dzielił się tym pokojem hojnie z innymi, bo dusza jego czerpała siłę z Chrystusowego pokoju. A była to tak wielka moc, że nawet śmierć męczeńska nie zdołała zniszczyć tego pokoju. (…) Przyjmujemy z wielką wdzięcznością świadectwo życia błogosławionego Wincentego Frelichowskiego, współczesnego bohatera, kapłana i człowieka pokoju, jako wezwanie dla naszego pokolenia. Pragnę zawierzyć dar tej beatyfikacji w sposób szczególny Kościołowi toruńskiemu, aby strzegł i rozszerzał pamięć wielkich dzieł Boga, jakie dokonały się w krótkim życiu tego kapłana. Zawierzam ten dar nade wszystko kapłanom tej diecezji i całej Polski. Ksiądz Frelichowski już na początku swojej drogi kapłańskiej napisał: ‘Muszę być kapłanem według Serca Chrystusa’. Jeśli ta beatyfikacja jest wielkim dziękczynieniem Bogu za jego kapłaństwo, to jest również uwielbieniem Boga za cuda Jego łaski, jakie dokonują się przez ręce wszystkich kapłanów […].

Zwracam się także do całej rodziny polskich harcerzy, z którą nowy błogosławiony był głęboko związany. Niech stanie się dla Was patronem, nauczycielem szlachetności i orędownikiem pokoju i pojednania”. 22 lutego 2003 roku bł. Stefan Wincenty został ogłoszony patronem harcerstwa Polskiego. Jest patronem Wyższego Seminarium Duchownego w Toruniu. Kościół Wniebowzięcia NMP ( miejsce pracy duszpasterskiej) został ustanowiony Diecezjalnym Sanktuarium Bł. Stefana Wincentego. Każdego 23 lutego, w liturgiczne wspomnienie Wicka, nawiedzają to miejsce liczni wierni i kapłani diecezji Toruńskiej.

Źródła:

Anna Czerwińska, Polscy Święci i Błogosławieni, Kraków 2014

http://nauczaniejp2.pl/dokumenty/wyswietl/id/585

 

Uzdrowienie

kl. Wojciech Biś
Byłem na Campus Misericordiae. Pamiętam czas głoszenia świadectw w upalny sobotni wieczór. Zaraz potem zabrał głos ojciec święty. Odnosząc się do usłyszanych historii młodych ludzi, powiedział, że „przeszli momenty, w których byli pełni strachu, kiedy wydawało się, że wszystko się zawali”. Dalej mówił o wewnętrznym paraliżu i zamknięciu się w sobie jako o skutkach lęku. „Paraliż sprawia, że tracimy smak radości ze spotkania, przyjaźni, smak wspólnych marzeń, podążania razem z innymi. Nie pozwala nam chwycić się za ręce. Zamyka nas jakby w szklanej klatce”. W końcu papież nauczał o pokonywaniu strachu.
Sam ciągle uczę się go pokonywać. Pomaga mi w tym na początku po prostu stwierdzenie tego uczucia i określenie, czego tak właściwie się boję. Dzięki temu nie oszukuję samego siebie, nie żyję tylko na powierzchni, ale idę w głąb. Ten pierwszy krok już powoduje, że lęk jest bardziej oswojony i przez to mniejszy. Następnie ważne dla mnie jest podjęcie się jakiegoś zadania i wykonanie go. Zamiast zamykać się i czekać nie wiadomo na co, lepiej wyjść i coś zrobić. W moim przypadku może być to na przykład pójście na wolontariat do dzieci albo napisanie artykułu. Gdy uda mi się to zrobić, to lepiej się czuję i lęk często znika. W radzeniu sobie z tym uczuciem ogromnie pomocne jest też dla mnie doświadczenie grupy kolegów, którzy mnie wspierają. Dzięki nim mogę czuć się silniejszy. I wreszcie przyjaciel to ktoś, przy kim odnajduję samego siebie, swoją wartość. Przed którym mogę otworzyć serce, także to ze swoim lękiem, i poczuć się przyjętym.
Franciszek mówił wtedy też o przemianie ludzkiego serca przez Ducha Świętego. Apostołowie doświadczyli natychmiastowej zmiany i lęk zniknął. „Przyszedł Duch Święty i języki jakby z ognia spoczęły na każdym z nich, pobudzając ich do przygody, o której nigdy nie marzyli. I wtedy wszystko się zmieniło”. Czasem ten moment przemiany rozciąga się na dłuższy czas. Doświadczam tego, że Pan stopniowo oczyszcza moje serce, abym całym sobą mógł przeżywać tę niezwykłą przygodę, o której mówił papież. I już nigdy nie wracał na kanapę.

Tekst zamieszczony w „Niedzieli” z dnia 18.12.2016
Dziękujemy Autorowi za życzliwość.

Dwie drogi

Trwają wakacje, czas w którym odpoczywamy, czyli zaczynamy od początku, na nowo.
Może nawet stoimy przed wyborem drogi, którą pójdziemy.

zdjc499cie0067.jpg

Niech pomocą będzie kilka refleksji nad Psalmem 1

1 Szczęśliwy mąż,
który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie siada w kole szyderców,

2 lecz ma upodobanie w Prawie Pana,
nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą.
3 Jest on jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą,
które wydaje owoc w swoim czasie,
a liście jego nie więdną:
co uczyni, pomyślnie wypada.
4 Nie tak występni, nie tak:
są oni jak plewa, którą wiatr rozmiata.
5 Toteż występni nie ostoją się na sądzie
ani grzesznicy – w zgromadzeniu sprawiedliwych,
6 bo Pan uznaje drogę sprawiedliwych,
a droga występnych zaginie.

Słowo Boże wskazuje mi Drogę Sprawiedliwego i uczy jakimi zasadami mam kierować się, aby w życiu być szczęśliwym człowiekiem.

Zasada 1: Nie chodzić za radami ludzi występnych.

Zasada 2: Nie wchodzić na drogę grzeszników.

Zasada 3: Nie zasiadać w gronie szyderców.

Zasada 4: Upodobać sobie w Prawie Bożym.

Zasada 5: Zawsze rozmyślać o Prawie Bożym.

Człowiek Sprawiedliwy jest jak drzewo zasadzone nad płynącą wodą. Można mieć do niego zaufanie, że nagle nie zmieni swego postępowania, nie odwróci się od swego strumienia i nie pobiegnie na pustynię szukając miraży. Drzewo rośnie pękaniem kory, więc jest narażone na ból i cierpienie, lecz na jego owocowanie jest wyznaczony właściwy czas, jego działania nie przemijają, nie więdną jak liście. Człowiek Sprawiedliwy ma zaufanie do swego Boga i nie musi się niczego bać. Nie lęka się, czy jego praca przyniesie właściwe efekty, bo o to sam Bóg się zatroszczy, w najbardziej odpowiednim czasie. Bóg sam uznaje Drogę Sprawiedliwego za słuszną i daje uczciwą pomoc w wędrówce. On sam jest pierwszym, który drogę tę przeszedł w Jezusie Chrystusie. Jezus jest jedynym Sprawiedliwym, który w pełni kierował się zasadami Drogi i pokazał, że zasady te są niezmienne i trwałe. Na Niego zawsze mogę liczyć i wiem, że nie będę zawstydzony.

Młode drzewa

Dużo można nauczyć się obserwując przyrodę.

IMG_20150426_185901.jpg

Lubię patrzeć na młode drzewa, obsypane kwiatami. Przypominają, że oto już minęła zima, ciepły wiatr wieje, zbliża się wiosna, piękna pora roku. Ten ciepły wiatr jest obrazem tchnienia Ducha, który wieje przez ogród każdej duszy, aby pobudzić ją do życia. Już mróz odchodzi, lecz ogród duszy jest uśpiony. Gdy dusza jest w takim stanie, gdy nie czuwa, wtedy do ogrodu dostają się szkodniki i niszczą młode pędy i zawiązki kwiatów. Jeśli duch ludzki podda się ożywczemu tchnieniu Ducha Bożego zaczyna rozkwitać, wydawać przyjemną woń, zapraszać owady gotowe do zapylania kwiatów. Jest nadzieja na przyszłe obfite zbiory. Ale to jeszcze nie koniec, bo oto pojawia się ból w życiu. Każde drzewo wzrasta pękaniem kory. Ile razy doświadczyłem takiego bólu, bo coś się kończyło, coś zaczynało, pojawiał się lęk o przyszłość, pewność wyboru zaczynała się chwiać. To są te chmury, które kłębią się nad drzewem. Z jednej strony niosą ożywczy deszcz, a z drugiej strony trochę straszą. Strategią Nieprzyjaciela jest zasiewanie strachu i niepewności, gdy chcę coś dobrego zrobić pojawia się niewielkie słowo „ale …”, ale jestem za słaby, za chudy, za gruby, ale … i zaraz znajduje się wymówka. Lęk jest przeciwieństwem miłości, a to przecież Miłość usuwa lęk, jest o wiele mocniejsza. Miłość uwalnia, oswobadza, podnosi, oczyszcza, nie szuka własnej korzyści, współweseli się z prawdą. Miłość nigdy się nie kończy. I tak może być w życiu moim i Twoim, może trwać nieustanne święto, bo Duch przynosi miłość, pokój, radość. Dlatego zawsze warto otwierać się na ożywcze tchnienie Ducha, przyjmować jego powiew, podejmować wyzwania i nie obawiać się porażek. Tak jest i z młodymi drzewami. Nawet jeśli mocny powiew wiatru pochyli je ku ziemi, one podnoszą się, czasem poranione lecz zwycięskie. Z tych drzewek z popękaną korą wyrosną mocne drzewa, które przyniosą upragnione owoce. Ale teraz, póki jeszcze rosną, potrzeba dużo pracy i starania, aby nie zostały zniszczone. W życiu duchowym takim staraniem się o innych jest modlitwa wstawiennicza. Jako chrześcijanie możemy modlić się za siebie wzajemnie, w swoich rodzinach, za małżonków, za dzieci i młodzież, za wszystkich, których kochamy. To jeden z uczynków miłosierdzia. To nasze staranie zawsze przynosi korzyści we właściwym czasie.

IMG_20150426_185923.jpg